O szarej godzinie przemienienia, rozepniesz wszystkie me guziki, uważnymi, zachłannymi palcami na nagiej skórze napiszesz magiczne formuły, nie będe już miała sił odejść, chyba, że na chwilę i zaraz powrócić, kształtować nas ciepłymi palcami rzeźbiarza ...





środa, 10 października 2007
[F] Lakier do włosów

Tak to prawda lubię musicale więc nic dziwnego, że poczłapałam do kina na „Lakier do włosów”. I cóż o nim mogę powiedzieć?

Ostatnio na ekranach kin bardzo rzadko pojawiają się musicale, można by się nawet posunąć do stwierdzenia, że ten rodzaj zaczyna umierać ale … może tak nie będzie :)

Film opowiada historię nastolatki, która pragnie spełnić swoje marzenia – pojawić się w telewizji i zatańczyć. Musical opowiada nie tylko historię dążenia do celu, ale również poruszone są tematy, że wygląd nie zawsze jest najważniejszy jak również pokazana jest segregacja rasowa. Wszystko to ubrane w ciepłe piosenki, które dodają filmowi łagodność i lekkość.

„Lakier do włosów” jest na pewno lekką komedią dla całej rodziny. Mi osobiście trochę dłużyły się piosenki ale przecież to musical. Na pewno można by się doszukiwać wad w filmie ale oprawa muzyczno – wizualna powinna te nie dociągnięcia przykryć i sprawić, że ich nie widzimy.


piątek, 28 września 2007
[F] Państwo młodzi: Chuck i Larry

 

Przyszedł piątek a więc czas na jakąś zabawę, po krótkim przemyśleniu padło na kino. Oki, to może sprawdzimy to nowe Multikino? No to poszliśmy. Ponieważ miała być zabawa padło na komedię – a jedyną, którą grali była „Państwo młodzi: Chuck i Larry”.

Film opowiada historię dwóch heteroseksualnych przyjaciół, którzy w imię przyjaźni będą zgrywać homoseksualistów i nawet wezmą ślub. Ostatnio dosyć popularne są film, w których poruszany jest temat gejów, i ta komedia w ten trend się wpisuje.

Komedia jest pełna śmiesznych gagów i żartów dotyczących środowiska homoseksualnego. Może zabawne sytuacje nie są górnolotne ale czy idąc na komedię oczekujemy, że będzie miała humor na poziomie 150 IQ ? Nie sadze.

Podsumowując był to film, na którym uśmiałam się do łez i spokojnie mogę go polecić każdemu do obejrzenia w piątkowy bądź sobotni wieczór i uśmiania się


środa, 05 września 2007
[F] Transformers
 

W końcu znalazłam chwilę aby napisać parę słów o najbardziej oczekiwanym filmie roku, czyli Transformersach. Oczywiście jak przystało na grzeczną dziewczynkę – kinomankę poczłapałam do tego kina o północy, w dzień mojego wyjazdu do Włoch no ale cóż twardym trzeba być :)

No ale skupmy się na filmie. Transformersy swoją premierę jako zabawki miały w latach osiemdziedziesiątych. Poza zabawkami pojawił się także serial animowany oraz komiksy. Dzięki takiemu „nagłośnieniu” o transformersach słyszał każdy, a większość na pewno dobrze je zna.

            Po dwóch dekadach doczekały się swojej fabularnej wersji. Przedsięwzięcia podjął się Michał Bay przy pomocy Stevena Spielberga, tak więc komu nie są obce te nazwiska to już mogą po części ocenić film.

            Efekty specjalne, muzyka, akcja, humor i wszystkie inne elementy, które towarzyszą filmom są :) Nie będę się rozpisywała nad nimi ponieważ każdy może ocenić to sam. Spróbuje zatem w kilku słowach o nich powiedzieć. Efekty mi się podobały i jak zwykle wykonane bardzo dobrze, humor także był dobry a fabuła i reszta hmm no nie powala w sumie ale czego się można spodziewać po bajce o transformersach, przecież to one mają się liczyć a nie cała reszta :)     

            Co do mojej jak najbardziej subiektywnej oceny filmu to mogę powiedzieć, że owa produkcja mnie trochę zawiodła, wyszłam z seansu z lekkim niedosytem. Potem zastanawiałam się dlaczego i odkryłam powód tego małego zawiedzenia. Film jak wspomniałam był najbardziej oczekiwaną premierą roku, nie dość, że było o nim głośno to jeszcze odliczało się dni do pokazu i właśnie cała to otoczka sprawiła, że każdy myślał, że będzie to niewiadomo co. A tak naprawdę film jest bardzo fajną bajką dla wszystkich, którzy lubili bądź lubią tranformersy i warty polecenia.

 
wtorek, 28 sierpnia 2007
[F] Na Fali

 

Bajka, bajka :) No dobra tak zawsze krzyczę jak się pojawia nowa bajka :) Takie duże dziecko ze mnie, no ale bajka to bajka. Tak więc żadna bajka się przede mną nie schowa.

„Na Fali” jest bajeczką opowiadającą  historię surfujących pingwinów i kurczaka, a rolę główną powierzono Codiemu Mavericowi. Owemu bohaterowi udaje się wyrwać z Dreszczydołów na Antarktyce i wziąć udział w zawodach surfingowych na Pen Gu.

Co do samego filmu to cóż można powiedzieć kolejna animowana bajka, chociaż stworzona w formie dokumentu a nie filmu, co dodaje jej oryginalności. Dialogi do filmu pisał Bartosz Wierzbięta a więc samo to daje bajeczce wielkiego plusa. Animacje komputerowe są wzięte z najwyższej półki (standardowo) a muzyka łączy te wszystkie elementy w bardzo dobrą całość

Na pewno można z niej wyciągnąć różnego rodzaju przesłania czy jak to w bajkach bywa morały, ale po co? Jest to animacja, na którą idzie się pośmiać i odpocząć. No tak zapominam, że na te bajki chodzą dzieci jeszcze, no cóż. „Na fali” jest na pewno stworzony także dla nich, chociaż cięty dowcip zawarty w dialogach może im umknąć, w zamian za to mają masę dowcipu sytuacyjnego.

Reasumując jest to kolejny film animowany, który można obejrzeć, czy jest jaką super produkcją, raczej nie – ale jest fajną bajką i mi to wystarczy :).

sobota, 04 sierpnia 2007
[F] Next

Wczoraj swoją przedpremierę miał kolejny film z Nicolasem Cagem – „Next”, więc całkiem przypadkiem, no dobra nie przypadkiem trafiłam na jego emisję.

Film powstał w oparciu o opowiadanie Philipsa K. Dicka „The Golden Man”. W skrócie jest to historia Chrisa Johnsona, który widzi dwie minuty najbliższej przyszłości i któremu postawiono ciężkie zadania, a mianowicie musi wybrać czy chce ocalić kilka milionów ludzi czy tylko samego siebie.

„Next” jest film skupiającym się głównie na akcji i trzeba przyznać, że sprostał temu zadaniu. Od początku trzyma w lekkim napięciu a samo zakończenie zaskakuje. Ciekawe zwroty akcji sprawiają, że film można zaliczyć do interesujących. Nie posiada on zbyt dużej głębi czy drugiego dna lecz to nie czyni go wcale gorszym, jest lekkim, zabawnym obrazem, który można spokojnie obejrzeć w piątkowy wieczór.

Film na pewno można polecić widzą, którzy lubują się w dziełach typu „Raport mniejszości” i tym podobnym, również fanom Nicolasa Cage albo po prostu tym, którzy chcą pójść na dobre kino, które nie zmusza do myślenia.

środa, 01 sierpnia 2007
[F] Grindhouse: Death Proof

 

Należę do osób, które czasem lubują się w specyficznych klimatach a poza tym uwielbiam dobre kino więc nie byłabym sobą gdybym nie podreptała na nowy film twórcy „Pulp Fiction” – „Grindhouse vol.1 Death Proof”. No cóż moja wycieczka do kina okazała się bardzo udana.

Dla przybliżenia tematu : produkcja Grindhouse jest wspólnym projektem dwóch znanych w świecie filmu osób: Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza. Dzieło to jak sama nazwa wskazuje ( w stanach zjednoczonych grindhouse’ami nazywane były kina, w których wyświetlano dwa filmy klasy B) składa się z dwóch części: pierwszej „Death Proof” przypisanej do Tarantino i drugiej „Planet Terror” – Rodrigueza. O tych dwóch produkcjach można powiedzieć, że odwzorowują klimat filmów exploitation – filmów realizowanych niedbale, brutalnych i o niewielkim nakładzie finansowym.

 

Skupiając się jednak na samym filmie „Death Proof” można powiedzieć, że jest kolejnym sukcesem Tarantino. Film podzielony jest na dwie części, które powiązane są postacią kaskadera Mike i wozu śmiercioodpornego. W pierwszej części to on jest górą, w drugiej sytuacja się odwraca. Fabuła filmu jest banalna, mało uwagi poświęcono scenariuszowi, sylwetkom bohaterów, główny prym wiedzie tutaj akcja i ona jest numerem jeden. Urozmaicają ją zakręcone i zabawne dialogi bohaterów. Pojawia się też bardzo dużo nawiązań do innych filmów, poczynając przez wypowiedzi a kończąc na aktorach.

Ekranizacja filmu tak jak wcześniej wspomniałam jest utrzymana w starym stylu, taśma została postarzona, obraz momentami przeskakuje o kilka sekund, traci kolor czy sprawia wrażenie porysowanego. Jednakże takie było założenie reżysera.

„Death Proof” zaskakuje swoją prostotą, jednakże w tym prostym obrazie kryje się dużo inteligencji. Nie bez powodu film doczekał się wielu interpretacji poczynając, że jest to film feministyczny, że krytykuj styl macho, że demaskuje niedojrzałość i tak dalej. Jednakże najlepiej zrobicie jeśli sami sobie go zinterpretujecie a nie będziecie słuchać innych.

Specyficzny klimat filmów Tarantino po raz kolejny mnie uwiódł i zauroczył. Mogę zatem z czystym sumieniem polecić owe dzieło każdemu. Co prawda jest to specyficzny film, wydaje mi się jednak, że stanie się kolejnym tytułem, który należy posiadać w swojej filmowej biblioteczce.

piątek, 27 lipca 2007
[F] Harry Potter i Zakon Feniksa

 

http://slodkazmora.blox.pl/resource/FF_Harry_Potter_i_Zakon_Feniksa.jpg

 Wczoraj - jak to w moim zwyczaju bywa poczłapałam na premierę nowego filmu z Harrym Potterem.

Film o dźwięcznym tytule "Harry Potter i Zakon Ffeniksa" zaplanowany start miał o 0:01, no ale jak to w kinach bywa, rozpoczął się z kilkunastominutowym opóźnieniem. Jedynym plusem było to, że przesunięcie w czasie było spowodowane prawie samymi zapowiedziami filmów. Niema chyba nic gorszego od czekania na film i oglądania reklam przeniesionych z telewizji.

Moje naprężone mięśnie oczekiwaniem w końcu znalazły ukojenie – film się zaczął i.... . I pierwsza myśl – zaraz na jakim ja filmie jestem? Fabuła filmu niestety ale odbiegła od fabuły książki – no ale cóż takie prawo mają wytwórnie filmowe. Ich film, ich fabuła. Po uzmysłowieniu sobie, że jednak do dobrej sali trafiłam, w końcu te same postacie a to już coś, zaczęłam oglądać. Film jest w utrzymany w mrocznym klimacie, z podkreśleniem na mroczny. Nawet momenty młodzieńczego przejawu miłości są zamroczone. No ale taka była wizja i już.

Ekranizacja Harrego trwa 138 minut więc należy on do gatunku tych dłuższych wizyt w kinie. Tu wykonaniu trzeba przyznać plusa – nie dłuży się i na tym chyba kończą się zalety. Początek filmu trwa i trwa i trwa ... i tak dalej. Trzeba przyznać, że wstęp jest bardzo długi, chyba za długi. Akcja następuje na kilkanaście minut przed końcem seansu, jest i zaraz jej niema. W porównaniu z całością jest króciutka i to wzbudza pewnego rodzaju rozczarowanie. Po tak długim wprowadzeniu widz przecież czekał na coś dłuższego. A tu siach mach i koniec filmu, cóż ...

W całym film jest kilka „ładnych” efektów wizualnych, które przyciągają uwagę, jednakże w porównaniu z poprzednimi częściami jest ich jakby niewystarczająco. Można by rzec, a nawet pokusić się o stwierdzenie, że ekranizacja powieści została nie do końca dobrze zrobiona, tak jakby wytwórnia stwierdziła, robimy szybko i byle jak, pieniądze i tak będą.

Podsumowując film jest nudny a co za tym idzie przynosi rozczarowanie widzom, bo tak się człowiek czuje wychodząc z kina – nienasycony, rozczarowany i zdegustowany. Dziwnym faktem jest także to, że mój kolega, któremu każdy film się podoba i zawsze poleca, stwierdził, że coś było nie tak. Posunął się nawet dalej mówiąc o filmie: „był jakby go przeżuł pies i wypluł”. Coś w tym jest :).

Mam tylko skromną nadzieję, że kolejna ekranizacja nie będzie taką porażką jak ta.