O szarej godzinie przemienienia, rozepniesz wszystkie me guziki, uważnymi, zachłannymi palcami na nagiej skórze napiszesz magiczne formuły, nie będe już miała sił odejść, chyba, że na chwilę i zaraz powrócić, kształtować nas ciepłymi palcami rzeźbiarza ...





poniedziałek, 17 września 2007
Polska bankowość...

Tak się składa przypadkiem, że miałam doczynienia z kilkoma bankami oferującymi swoje usługi przez internet. Z tego miejsca zapewniam, że żadnego chwalić nie będą ale moja uwagę przykuł dziś jeden z nich.
Moi rodzice mają kilka kont w pewnym banku i następne postanowili także założyć w tym samym.
Opiekun bankowy rozchwalał się nad nowym system zabezpieczenie. System miał polegać, że do zalogowania bądź wysłania przelewu potrzebny będzie kod wysyłany smsem. No sam pomysł teoretycznie idealny. Niestety, teoretycznie...

Trafiło na mnie aby uaktywnić to konto, wszystko pięknie, sms przyszedł więc jest okej. Zaczynamy przelewy. Z reguły aby wysłać smsa trzeba coś podać, jakieś hasło czy cuś a tu.... Wystarczy naciśnąć wyślij i ... i przelew wysłany. No cóż szczęka mi opadła na samą myśl o tym super zabezpieczeniu. Ponieważ należe do dociekliwych osób zadzwoniłam na infolinię. Na moje pytanie dlaczego tak - dostałam odpowiedź: Jak to nie przyszedł? Proszę poczekać przełączę Panią dalej. Cóż bynajmiej inną melodyjkę dostałam.

Pan był uprzejmy wyjaśnił mi jak to działa no a na moje pytanie gdzie tu bezpieczeństwo. Dostałam odpowiedź, że wspaniały mechanizm analizuje wszystko i inteligenie wyciąga wnioski (fiu fiu sztuczna inteligencja), że sprawdza IP i tak dalej. A jak się zmiania IP ? Yyyy, eeee. Pan trochę się zmieszał. I wkońcu słyszę, bo wie Pani ten system działa od nie dawna no i jeżeli Pani uważa, że jest niezbyt dobry to niech się Pani skontaktuje ze swoim opiekunem i powróci do starego systemu. Ahaaa, a dużo osób już zmieniło? Wie Pani nie mogę udzielać takich informacji ale większa połowa tak. Ahaaa dziękuje Panu. Do widzenia.

No cóż polska bankowość ma to, że nawet swoich pracowników wyszkolić nie potrafią ale za to mają sztuczną inteligencje. Godne podziwu, nieprawdaż?

wtorek, 11 września 2007
Pan Doktor Czas...

Każdy z nas słyszał, że czas leczy rany, że musi minąć trochę czasu by zapomnieć i tak dalej, i dalej. Jakoś dziś mnie naszło na rozważanie nad tym Szanownym Panem Doktorem i musze przyznać, że większego szarlatana to nie spotkałam.

A czemuż to tak uważam ? hmm może najpierw rozpatrzmy sobie te pozytywne przykłady do mianowania go lekarzem. Czas leczy rany to prawda, rany się zabliźniają, jedne szybciej, drugiej wolniej. Po niektórych zostaje blizna a po innych nie ma śladu. No przecież ile razy słyszeliście, że do wesela się zagoi … hm a czyjego wesela?

A jak czas wpływa na rany duszy ? Hmmm no w sumie skoro jest doktorem to powinien tak samo ale chyba nie jest tak do końca. Czas na pewno ich nie leczy i chyba nawet nie ma zamiaru. Ile razy zadana rana w przeszłości odzywa się niespodziewanie, potrafi się otworzyć i ciągle boleć. Czas jak przystało na znakomitego szarlatana po prostu je maskuje, przysłania. Mówi patrzcie jak szybko upływam, za szybko uciekam aby patrzeć na to co było. No muszę mu to przyznać, że tą sztukę opanował do perfekcji.

Skoro nie czas to co tak naprawdę leczy te rany … Czy nie zdarzyło się wam, że z pomocą przyszła osoba trzecia, że pojawiła się czynność, która pomogła? Nikt chyba tego tak nie wiąże ze sobą a od razu zakłada, że upłynęło sporo czasu i to on wyleczył.

Tak więc Panie Doktorze Czasie vel Szarlatanie może skończysz swoje mistyfikacje i powiesz jak to jest ?

 

sweety vel słodka zmora 

środa, 05 września 2007
Żałowanie ...

Podobno szczęśliwy człowiek niczego nie żałuje.
Podobno aby być naprawdę szczęśliwym człowiekiem trzeba poznać smak żalu.

No tak, z tymi podobno to daleko nie zajdę, a z tym żałowaniem to na pewno tym bardziej nie. Tak sobie myślę, że to całe „żałuje” zależy od danej chwili i naszego nastroju. Gdy motylki w brzuchu hulają, świat w różowych barwach widzimy to na pewno żałować niczego nie będziemy. Lecz gdy wpadamy w przysłowiowy dołek wtedy masa rzeczy, które żałujemy się pojawia, a poczynając od żałowania, że się w dołek wpadło. Ubierając wcześniejszą myśl w inne słowa można powiedzieć, że optymista niczego nie żałuje a pesymista żałuje. Mówiłam już, że to żałuje jest powalone.
Czy ja czegoś żaluje? Hmm no jako zdeklarowany pesymista, powinnam odpowiedzieć, że większości rzeczy i tak dalej … ale tak naprawdę to, żałuje tych rzeczy tylko w danej chwili. Gdy patrzę na nie z perspektywy czasu to, żałowanie mija :) Z kiepskich rzeczy można wyciągnąć pozytywne wnioski przecież… Boże, to ja napisałam?

Tak naprawdę patrząc na to wszystko jest jedna rzecz, której żałuje - to, to że kiedyś powiedziałam o jeden raz za dużo nie ale cóż….

Podobno jestem tym naprawdę szczęśliwym człowiekiem ... dobrze, że podobno to tak jak prawie, a prawie robi dużą różnicę.

 

sweety vel słodka zmora

wtorek, 14 sierpnia 2007
dziwna rzecz z moim nadgarstkiem ...

- Dzień dobry
- Dzień dobry
- Co Pani jest?
- No, hmmm coś mi się z nadgarstkiem stało ...
- Ale co? - hmmm tak jakby kość wyskoczyła ...
- Co??? Żarty Pani sobie robi, proszę pokazać... ....
- o żesz ty .. Co Pani zrobiła??
- No nic, siedziałam w pracy i chyba wygiełam rekę i się pojawiła kość ...
- Wygieła Pani ?? Przecież Pani kość ze stawu wyskoczyła. Może Pani prosto utrzymać dłoń?
... Próbuje i opada ...
- No, chyba nie mogę ...
- Zapraszam na rentgen.
... Po rentgenie...
- No więc wyskoczyła Pani kostka ze stawu, o tutaj, dobrze że skóry nie przecieła, nastawimy i gipsik na 6 tyg...
- Pan to chyba żartuje???!!! Gips, nie ma mowy
- Ale proszę Pani...
- Nie, nie nie..
- Heh, dobrze to proszę pokazać nastawimy...
- Żesz twoja mać ( i dalszy ciąg przekleństw)
... Ręka nastawiona niby, gulka troszkę mniejsza ...
- To do widzenia...
- Zaraz, zaraz a gips ?
- Nie, nie - To może chociaż zabandażuje i jakąś maść przepiszę?
- No dobrze, niech będzie.

No to moja miła wizyta na dyżurze. Szkoda tylko, że mnie ten nadgarstek napie****a.

 

sweety vel słodka zmora 

poniedziałek, 13 sierpnia 2007
zamknęłam oczy...

 

Zamknełam oczy, by powrócić tam z powrotem, do moich marzeń i pragnień niespełnionych.... Ten świat okrutny zawsze wiał chłodem.... Tam mogę marzyć i śnić, a wszystko co pragnę moim się staje.... Zamknęłam oczy i świat mój się ukazał.... Ciepło i miłość, której tu mi brakuje, tam swe królestwo urządzam.... Tam mogę płakać czystymi łzami wiedząc, że zawsze otuchy mi ktoś doda. Przytuli i ciepłem otoczy.... Uśmiechem nową drogę wskaże.... Tu łzy gorzki smak mają, porażką życia się stają.... Bo tu inni się z nich śmieją i chłodem jeszcze otaczają.... Więc nic mi już tu nie pozostaję jak mur wokół siebie wybudować, wysoki do nieba i masywny, nie dozdobycia i pokonania.... Serce me w lód zamienić i nigdy ogrzać nie pozwolić.... Zapomnieć czym są uczucia a uśmiech sztuczny udawać.... Grać rolę w teatrze życia radosną i szczęśliwą, choć pustka i samotność zabija od środka.... Lecz gdy zamknę oczy mogę o smutku na chwile zapomnieć oddać się temu co miłe i ciepłe.... Pozwolić sercu bić radośnie i cieszyć się miłością.... Szkoda więc tylko, że to ulotne chwile a szara rzeczywistośc to bezkresny czas.... samotności

 

sweety vel słodka zmora 

piątek, 10 sierpnia 2007
pytanie ...

 

- Co mam zrobić żebyś ..... ?
- Nic, tylko mnie kochaj :)

wtorek, 07 sierpnia 2007
"tacy" przyjaciele ...

Fajnie jest powiedzieć mam dużo przyjaciół ... Pozazdrościć tylko takim osobą...
Mam garstkę prawdziwych przyjaciół ... Ci to dopiero szczęściarze...

Ja mam dużo znajomych ... a czy są wśród nich przyjaciele ... kurcze niewiem ... Myślałam, że są, okej byłam pewna, że są... Niestety mam tendencje do złego myślenia ... Zbyt szybko ufam, zbyt szybko wierze ... Mała ufna głupia istotka...

Czym tak naprawdę są przyjaciele? Myślałam, że wiem ... myliłam się ... Niewiem kim tak naprawdę jest prawdziwy przyjaciel ... Nie przepraszam, wiem... Mialam jednego przyjaciela .... Niestety niema go już na tym świecie...

Można wysnuć z tego parę wniosków: źle oceniam ludzi a może za dużo wymagam od innych ... może za dużo biorę za mało daje ... a może poprostu mnie się nie da lubić na dłuższą metę ... Hm to chyba by było najbardziej prawdopodobne rozwiązanie... Proste, logiczne i mówiące dużo...

A może moi "przyjaciele" są tylko wtedy kiedy jest okej, kiedy jest zabawa, śmiech a gdy przychodzą smutne dni to ich nagle niemam .... chociaż w sumie zbyt często mam smutne dni ... więc sobie poszli już na stałe...

no cóż niektórzy mają to szczęście i mają przyjaciół a inni nie ... równowaga musi być ... choć przyznam, że przykro ...

 

sweety vel słodka zmora 

 

poniedziałek, 06 sierpnia 2007
Pamiętnik ...

Drogi Pamiętniku : Jestem na łóżku w szpitalu, doktor mówi, że będą mnie operować i mogę tego nie przeżyć... Potrzebuję nowego serca, potrzebuje również kogoś kto mógłby mnie wesprzeć w tych trudnych momentach, ale mój chłopak jeszcze nie przyszedł...

Drogi Pamietniku : Oprecja skończona, doktorzy mówią, że wszystko poszło zgodnie z planem, że się udała, ale ja nadal potrzebuję kogoś kto mnie mógłby wesprzeć w tych trudnych chwilach, ale jego cały czas nie ma...

Drogi Pamietniku : Minął już tydzień, wyszłam ze szpitala, wszystko ze mną w porządku, mój chłopak nadal nie przyszedł więc teraz postanowiłam do niego pójść, bo bardzo się tym przejmuje.

Drogi Pamietniku : Byłam u niego, długo walilam w drzwi, ale nie było nikogo, weszłam do środka, drzwi były otwarte i na stole była kartka papieru która mówiła: "Kochanie, wybacz mi, że nie mogłem Cię wesprzeć w tych trudnych momentach, a tak wiem, że tego potrzebowalaś. Chciałem zrobić Ci prezent, moje serce juz dla mnie nie bije, ale jestem szczęśliwy, że moge Ci je dać, że nadal żyje w Tobie ... Kocham Cie ..."

czwartek, 02 sierpnia 2007
Gdy brak hamulca...

Kiedyś usłyszałam, że jeżdze ostro i to bardzo, a czasem nawet niebezpiecznie. Powiedziała to osoba, którą bez problemu mogłabym postawić na podium dla najlepszych kierowców. Dowiedziałam się również, że gdy zacznę trenować mogę osiągnąć wiele, dostała odpowiedź "może".
Potem przy piwie wywiązała się dyskusja:
ON: Czemu?
JA:Czemu odpowiedziałam może?
ON:Nie, czemu tak jeździsz?
JA:Bo mi nie zależy na życiu.
i na tym się skończyła.

Czasem gdy jadę zapominam, że jest hamulec, zapominam, że przy takich prędkościach wypadek kończy się śmiertelnie... Zapominam ? Nie, ja to wiem, ja tego chce ... No tak myśli samobójcze ... Idź do psychiatry ...

Od dłuższego czasu jest mi to obojętne, a wręcz wolałbym to wszystko skończyć lecz... nie kończe, zdejmuję nogę z gazu lub nawet nie wsiadam do auta... Może mam w sobie trochę rozumu i niechce nikomu sprawiać przykrości odejściem ... chociaż czy ktoś by się tym przejął? Wątpie ... No tak tak, rodzice, przyjaciele, przecież cię kochają, lubią i tak dalej ... gadanie psychologów... Może i kochają, może i lubią i co z tego ... na świecie jest masa osób, co z tego że jedna nagle zniknie...

Może dlatego jestem niebezpieczna ... niebezpieczna dla siebie... tak tak zaraz się dowiem jaka ja egoistka jestem ... zagrażam innym, nie myślę o innych i jeszcze pewnie wiele innych epitetów ... łatwo jest oskarżać i posądzać, łatwo jest mówić i ganić... szkoda, że trudno jest bez słów przytulić, że tak trudno wyciagnąc pomocną dłoń bez pytań, że tak trudno poprostu być dla kogoś...

Nie życzę nikomu by wiedział jak to jest nie mieć hamulca...
Nie życzę nikomu by pragnął tego uczucia ...
Nie życzę nikomu stać nad krawędzią, pragnąc zapoznać się z jej dnem...
Nie życzę nikomu wiedzieć, że niedługo zabraknie sił by na tym brzegu się utrzymać...

 

sweety vel słodka zmora 

wtorek, 24 lipca 2007
Suka...

 

Ostatnio coraz częściej dochodzę do wniosku, że najlepiej być suką bez serca, twardą suką. Lejesz na wszystko, masz wszystko gdzieś, żyjesz, bawisz się jak chcesz. Robisz wszystko to na co masz ochotę i olewasz konsekwencje.
Niestety w tym wszystkim jest mały szkopuł - "serce". Tak naprawde to po co one? Po co taka suka ma czuć, odczuwać, po co jej smutek i żal? Przecież jest twardą suką nastawioną na zabawę, na życie bez problemów. Tylko takiej pozazdrościć.
Twarda suka jest twarda i wszyscy za twardą ją mają. Z czasem każdy zapomina, że suka też jest człowiekiem i że też ma to serce. No ale cóż przecież taką rolę w teatrze życia sobie wybrała - bycie twardą suką.
Dziwne jest też to, że gdy taka suka zmieknie, ma dzień słabości czy mam poprostu ochotę wyżalić się komuś to nagle okazuje się, że jest sama. Jak to niewiedziała ? Twarde suki są zawsze same.
Podobno rozum jest silniejszy od serca, podobno może nim władać. Sztuka to chyba jest trudna. Lecz może z czasem twarda suka nauczy się być człowiekiem bez serca. Szczerze wątpie. Istnieje jeszcze inna możliwość - tak niewiele przecież potrzeba by serce w kamień obrócić.
Wiele jest za i wiele jest przeciw - w końcu nikt twardych suk nie lubi - ale co to by sukę obchodziło?

 

sweety vel słodka zmora 

 
1 , 2